Idziesz do piekła, niewierny!
Polscy żarliwi katolicy już od dawna wywołują we mnie skrajne uczucia. Od tych skrajnie nieprzyjemnych, kiedy swoją przepełnioną nienawiścią moralność przerzucają na normalnych ludzi, po ojcowskie, urocze uczucie bazujące na potrzebie obdarowania takiego ciepłym uściskiem i szepnięciu do uszka "Och ty głupolku, takie głupotki ci w głowie, ale i tak cię kocham".
Ta dziwna, katolicka część polskiego Internetu zawsze dostarcza mi, i pewnie mi podobnym, wiele rozrywki. Nie ukrywajmy bowiem, ich podejście nie tylko do życia, ale i do własnej wiary, jest urocze w swojej ignorancji i niekonsekwencji.
Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. J 3:18
Są to proste słowa Jezusa skierowane do faryzeusza Nikodema tłumacząc mu, co to znaczy narodzić się na nowo. Co z tego wynika? Każdy normalny człowiek zrozumie to co jest napisane, czyli, że będąc innowiercą/ateistą, idzie wg wykładni chrześcijańskiej do piekła, a wierzący, z urzędu, do nieba. Proste. To słowa Jezusa, więc nie może być w nich sprzeczności i muszą być one prawdziwe.
No, ale! Weź zapytaj jakiegoś katolika, czy ten cytat znaczy to, co znaczy, czyli, że będąc ateistą, odrzucając Jezusa, pójdę do piekła. Usłyszysz, że tak, Olek, ten wstrętny, brzydki ateista pójdzie do piekła. Ale! Spróbuj zmodyfikować pytanie i zapytać, czy jeśli Eskimos żyjąc sobie na końcu świata ruchając pingwiny, czcząc Boga Fokę i wysysając tłuszcz z penisa wieloryba, a o bogach chrześcijańskich żadnych nie słysząc, też pójdzie do piekła, bo Jezusa w sercu nie ma? Tu napotkamy trzy szkoły:
Konsekwentną - tak, będzie się smażył w piekle, bo Jezusa w sercu nie ma
Naginaną - nie, nie ma co się smażyć, skoro nie miał szansy uwierzyć, bo nikt mu Jezusa nie przedstawił. Smażą się ci, którzy o Jezusie słyszeli a i tak olali
Wyjebaną - kogo obchodzą Eskimosi / wszystko w rękach boga
I tak jak potrafię zrozumieć tych pierwszych, tak z drugimi i trzecimi mam problem. Zaczynając od trzecich, to jest po prostu absurdalne. Gdybym w wyniku wypadku uszkodził część mózgu i stał się wierzący, to kierowałbym się tym, że bóg zesłał nam w Piśmie konkretne instrukcje na temat tego, jak powinniśmy żyć, by dostąpić zbawienia. To oczywiste. Każdy konkurs ma regulamin, a przestrzeganie kodeksu karnego pozwala nam uniknąć regularnych codziennych gwałtów dokonywanych przez czarnych dżentelmenów ze swastyką na plecach (w USA pewnie żart byłby śmieszniejszy, tu zrozumie go tylko ten, któremu zdarzyło się kupować na torrentach amerykańskie filmy o więzieniach). Stąd bzdurą jest pieprzenie, że w rękach boga, sędzi sprawiedliwego, orzeczenie o naszym losie. Przecież ten też musi się jakimiś kryteriami kierować, a te, niejednokrotnie, przedstawione były w Piśmie. Ma prawo wydać wyrok, ale również przekazał konkretne kryteria, na których podstawie go wydaje. Tu więc, nie jest to jego widzimisię i nie może skazać nikogo na piekło za brzydki ryj lub niebo za fajne cycki, jeśli o piekle za ryj lub niebie za cycki w Piśmie nawet wzmianki nie ma.
Stąd mój postulat do władz kościelnych - wprowadzić kary cielesne dla tych niedokształconych idiotów. Może by nie pomogło w myśleniu, ale skoro kary po śmierci za herezję mogą nie dostąpić (bóg za łatwo wybacza) to należy ich karać za życia.
Drudzy są zabawniejsi.
Ileż to razy słyszałem już, że nie potrafię interpretować Biblii, bo jestem niewierzący? Ja się może nie znam, ale maturę z polskiego, na interpretacji polegającą napisałem najlepiej w szkole, podobnie w drodze swojego wykształcenia nigdy z interpretowaniem tekstu problemu nie miałem. Czemu więc tym razem mam z czytaniem mieć problemy? Odpowiedź prosta: nie korzystam z klucza "nie psuj PR boga! Jeśli bóg wychodzi na dupka, na pewno interpretujesz to źle!". A definicja dupka się zmienia na przestrzeni lat i dzisiaj, niekonsekwentnie, potępianie za inne poglądy nie jest już tak trendy jak kiedyś.
A jaka jest oficjalna wykładnia, której trzymają się drudzy? Próbują raz wychodzić z założenia, że bazując na przykład na polskim tłumaczeniu interpretacji dokonać nie można lub odwołując się do kontekstu całości. Ja się nie znam na gramatyce hebrajskiej lub greckiej, więc mogę założyć, że kwestia użycia czasów jest tam podobna jak u nas, chociażby w czasach teraźniejszym i przeszłym. Potępienie więc TERAZ, jeśli nie wierzy się TERAZ, znaczy, że TERAZ, czyli w czasie, kiedy te słowa wypowiadał. Jeśli było to WTEDY, to nie musi odnosić się do dzisiejszego TERAZ. Poza tym jest szansa jeszcze na nawrócenie, jak to zrobił na przykład Dave Mustaine, pod wpływem alkoholu i narkotyków (trwałe uszkodzenie mózgu, innej drogi nie widzę) lub Frytka.
Inna droga - człowiek sam dokonuje wyboru skazując się na piekło. Nie chce wierzyć, odrzuca Jezusa - idzie do piekła. Sam dokonuje w ten sposób sądu, sam się skazuje. Oh, really? Czy ktokolwiek potrafi wyobrazić sobie sytuację, że bandzior kontynuuje swoją bandycką misję mając wycelowane w siebie sto policyjnych karabinów z konkretnym ostrzeżeniem "jeden ruch, śmieciu, i robimy ci śrudem z dupy to, co urwany film w dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie!"? Ja też nie. Nie wyobrażam sobie, bym mógł odrzucić istnienie boga, którego to istnienia byłbym pewien. A co mi przekazują wszystkie moje zmysły i ponadprzeciętna inteligjencja? Ze go nie ma. Jeśli według wykładni, istnieje, i jeśli mu na mnie zależy i na moim zbawieniu, to chyba dałby znać o sobie. A mnie wiele nie trzeba, by uwierzyć w zjawiska nadprzyrodzone. Płonący gadający krzak, czy rozstąpienie się sików w pisuarze by starczyły. Oczywiście na trzeźwo. Nawet trójkąt z Dodą i Halle Berry by mnie to jego istnienia przekonały (tu nie musi być trzeźwo, bylebym pamiętał). Niestety cuda się nie zdarzają.
A co jeszcze taki smutny antychryst jak ja słyszy od dumnego katolika? W czasie, gdy włącza mu się tryb nienawiści, kiedy już nie może znieść argumentów o tym, że okrutnym jest skazywanie na potępienie biedaków, których się łaską wiary NIE OBDAROWAŁO, słyszeć mogę tylko żale typu "na chuj ci niebo, skoro nie wierzysz?". Niby tak, ale na chuj mi piekło? W dyskusji tej bowiem nie chodzi o to, co ja myślę, bądź uważam, bo względem tego by tej dyskusji nie było skoro moim zdaniem idea boga, duchów, nieba czy piekła jest absurdalna i nie ma tutaj o czym gadać. To jak gadanie o motywach Hana Solo na konwencie Gwiezdnych Wojen. Chodzi tu o ich, katolicki punkt widzenia, którego, zdaje się, w zasadzie żaden katolik nie jest tak do końca pewien...
Dodaj komentarz
1. Przede wszystkim proszę pisać na temat felietonów i ewentualnie krytykować ich treść. Offtopic nie jest mile widziany, chyba, że umiejętnie wciągniesz w niego autora.
2. Osobiste wrzuty na autora nie są mile widziane i jako, że autor nie jest idiotą nie będzie tolerował nazywania go idiotą, głupkiem, zboczeńcem, psychopatą, kretynem, cenzorem, matkojebcą itp Ale to chyba każdy rozumie, że podstawowe zasady kultury obowiązują. Autor ma dystans do siebie, ale bez przesady.
3. To nie chat i powinna tu być jakaś przejrzystość. Masz ograniczenie komentarza do 5 tysięcy znaków i proszę się w tylu wyrobić. Wyślesz dwa posty - opublikuję tylko pierwszy.
4. Autor strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, których nie jest autorem. Zdaję sobie jednak sprawę, że komentarze na stronie nie mogą łamać prawa RP, więc proszę mieć to na uwadze, że takich komentarzy publikować nie mogę.
Mile widziana jest rzeczowa, merytoryczna dyskusja i inteligentna oraz kulturalna krytyka felietonów autora. Przymilanie się autorowi merytoryczne być z kolei nie musi.




Komentarze
:)
Po pierwsze, masz bardzo złe zdanie o katolikach oparte na...? I trochę to utrudnia ewentualną rozmowę, bo sama katolikiem jestem.
No,ale pominę to i postaram Ci się troszeczkę coś nakreślić i rozjaśnić.
"Każdy normalny człowiek zrozumie to co jest napisane, czyli, że będąc innowiercą/ateistą, idzie wg wykładni chrześcijańskie j do piekła, a wierzący, z urzędu, do nieba".
Po pierwsze, zawsze będziesz się gubił w interpretacji PŚ, jeśli będziesz je czytał wyrywkowo. PŚ należy interpretować całościowo, w świetle ST i NT.
Inaczej można dojść do bardzo dziwnych twierdzeń, jak np. do wiary w predestynację, którą Ty wykazałeś.
Pozdr.
Jednak, jeśli pan eskimos, któremu nie dane było spotkać się z Ewangelią, z wiarą w Jezusa Chrystusa, może również być zbawiony, jeśli w życiu będzie żył zgodnie ze swoim sumieniem i prawem miłości.
Bóg pragnie zbawienia każdego, ale szanuje nasze uwarunkowania kulturowe, społeczne, czy rodzinne. Nie zmienia nic na siłę. Dlatego po śmierci, w niebie, możemy spotkać się z muzułmaninem i z mormonem.
Kościół wierzy, że inne religie niechrześcijańs kie są drogą do jedynego Boga, są jakimś poszukiwaniem Go, próbą poznania tego co transcendentne i wszystko co dobre w tych religiach, co bliskie Prawdzie jest drogą do zbawienia.
Zbawienie to również nasz wybór, jeśli ktoś odrzuca świadomie Chrystusa, to niech się nie zdziwi po śmierci, że nie będzie z Nim przebywał.
Prawdopodobnie popełniam błędy, wg Twoich standardów, bo nie stosuję się do zasad
interpretacji, jakich uczą papieskie encykliki. Próbuję przedstawić, jak to wygląda z boku, jak to wszystko interpretuje ktoś, kto podchodzi do tego z dystansem, nie jest w to zamieszany.
Cytat Natalia:
Tak się mówi, bo to dobre pijarowo. Jest to napisane gdzieś w Piśmie?
Z tego co mi wiadomo, to właśnie ciężko dostąpić zbawienia, bo każde wyznanie ma wiele, często wykluczających się zasad. Stąd trudno, by Twój bóg tak samo traktował Islamistę, który śmiercią samobójczą zabije siebie i wielu innych, winnych Allahowi.
No, chyba, że to Twój bóg ma monopol na prawdę, nie Allah. Tu często słyszy się, że to przecież ten sam. Cóż...
I właśnie nie tyle o nieprzebywanie z Chrystusem chodzi, co o bycie potępionym wieczną karą za to, że... do mnie się nie uśmiecha tak jak do Ciebie?
Nie jestem teologiem, ale za to prawnikiem i podam mój ulubiony przykład :)
Art. 148 k.k. - kto zabija człowieka, podlega karze...itd.
W związku z art. 13 odpowiada się również za usiłowanie zabicia człowieka.
Znając te 2 wyrywkowe fragmenty, powiedz mi, dlaczego właściwie nie karze się za usiłowanie morderstwa osób po nieudanej próbie samobójczej?? :)
Bez znajomości całokształtu systemu prawa i zasad legislacji nie jesteś w stanie na to odpowiedzieć, a możesz za to krzyczeć: do więzienia z samomordercami !!
Pozdrawiam :)
Sama, pełna sprzeczności Biblia pisana tysiące lat temu przez niedokształcony ch wg dzisiejszych standardów pastuchów nie powinna być wykładnią wobec czegokolwiek. A jednak jest i to jest jej największy absurd.
Poza tym, prawo karne ma wiele mniej możliwości luźnej interpretacji niż Pismo. Bo te wielu ludzi traktuje dosłownie i traktowało przez setki lat. I tego odmówić nie możesz, że dopiero stosunkowo niedawno wykładnia się zmieniła pod wpływem wspomnianej definicji 'dupka'
Jezusa . Ale i tak pójdę do piekła (o ile istnieje) bo jestem takim realistą że nie dopuszczam do siebie Boga itp.
A tak na marginesie to powiem ze z tego co wiem istnieją/ły pewne przekonania że samobójstwo to kwestia honoru i oczyszczenia się np seppuku. Ale mniejsza o to . I tak pójdzie do piekła.
Napisałem w tym wpisie DLACZEGO interpretuję Biblię tak, a nie inaczej. Po prostu na inną interpretację ta zła, ksenofobiczna, jadowita i przepełniona nienawiścią książka nie zasługuje.
Cytat:Nie wiem jak Hitchens czy Dennett, ale Dawkins przyjmuje do Biblii taką samą pozycję jak ty. O tym wyjaśnię w następnym komentarzu.
Mam nawet Waszą Biblię na półce pisaną językiem śmiesznym. Jej faktycznie nie czytałem, bo tego się czytać nie da.
Karą za grzechy jest piekło i jest też potępienie. Było, jest i będzie.
Jechowi nie uznają piekła, fakt.
Jeśli poczytasz to znajdziesz fragmenty o Otchłani, Szeolu, Gehennie, co jest odpowiednikiem piekła. Uświadom sobie, że szkół dotyczących interpretacji tej książki jest od chuja i trochę. Z piekłem jak z czyśćcem, jedni mówią, że jest, inni, że nie ma.
I nie ma we mnie nienawiści do boga, nie. Nie da się nienawidzić czegoś, czego nie ma
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.