Behemoth Evangelion
Ave, Dranie!
Dzisiaj wyszła najnowsza, długo oczekiwana, płyta najlepszych polskich artystów muzycznych, czyli Behemotha o wdzięcznym tytule Evangelion !
Całą płytę można przesłuchać na oficjalnym kanale MySpace zespołu:
http://www.myspace.com/behemoth
Mamy też teledysk wypuszczony już wczoraj!
To jest wersja ocenzurowana, tam gdzie są te blure pojawia się krew i cycki. Poprzednia wersja została szybko usunięta z serwisu ze względu na protesty katolickich bojówek. Teraz już jest podobno ok, bo zjadanie Anioła, któremu nie widać cycków jest bardziej do przyjęcia niż zjadanie Anioła z cyckami na wierzchu.
Teledysk IMO świetny, światowa klasa. Fantastyczny momentami montaż, szczególnie śpiew Nergala na tronie. Świetne kolory i fajna praca kamery. Drażnić może sztuczne miasto, brak większej przestrzeni w pomieszczeniach oraz miejscami brak mroku do którego zostaliśmy już przyzwyczajeni.
Sama płyta jest bardzo dobra, wyprodukowana na naprawdę światowym poziomie. Na początku czułem rozczarowanie, ponieważ jest inna niż Apostasy, nie ma tylu chórów, trąb i innych wzbogacaczy brzmienia. Brakuje mi kawałków typu Slaying the Prophets Ov Isa z podobnie mocnym outrem, chórami, czyli typowo przebojowego, wesołego napierdalanialania.
Ta płyta zdecydowanie nie jest przebojowa ani wesoła, nie ma tu oddechu. Ale to nie jest minus, bo bardziej ciężkiego i mrocznego materiału naprawdę można ze świecą szukać.
Już pierwszy kawałek Diamonos, od momentu wejścia bębnów kopie ciężkim glanem w ryj i nie daje wstać. Jeden z lepszych kawałków na płycie, klimatyczny, mocny, z ciekawymi rozwiązaniami. Shemhamforash to czysty mrok z mnóstwem efektów. Wielowarstwowe brzmienie nie pozwala zadowolić się tym kawałkiem po pierwszym przesłuchaniu, gdyż każde kolejne pozwala wychwycić nowe smaczki. Ov Fire And The Void jako singiel sprawdza się świetnie. Chwytliwy wokal. Transmigrating Beyong Realms Ov Amenti to już taki z tych bardziej progresywnych Behemothów. He Who Breeds Pestilence mocno klimatyczny, demoniczny i przygnębiający. The Seed Ov I przypomina trochę Be Without Fear z Apostasy, jeśli chodzi o główny riff. Alas, The Lord Is Upon Me jest wolny i klimatyczny. Defiling Morality Ov Black God to już typowy Behemoth, dejavu. Najlepiej na płycie, zaskakująco dobrze, wypadł Lucifer. Śpiewany po polsku wraz z Maleńczukiem wiersz Micińskiego. Idealnie ciężki, demoniczny i przygnębiający, chyba najlepszy z 'tych najczarniejszych' kawałków.
Największym plusem, jak zwykle, są bębny. Tutaj przebijają brzmieniem te z Apostasy, co czasem jest minusem, bo miejscami riffy są... zwyczajnie za słabe. Nie znaczy, że są złe, bębny je niestety przykrywają. Wokalnie pierwsza klasa, jak zwykle. I teksty na poziomie, jak zwykle.
Ogólnie, pomimo początkowego rozczarowania, że płyta nie brzmi jak Apostasy, zdecydowanie mógłbym ją polecić każdemu, kto jest ciekawy jak bardzo przygnębiająco i demonicznie może brzmień polska muzyka.




1. Przede wszystkim proszę pisać na temat felietonów i ewentualnie krytykować ich treść. Offtopic nie jest mile widziany, chyba, że umiejętnie wciągniesz w niego autora.
2. Osobiste wrzuty na autora nie są mile widziane i jako, że autor nie jest idiotą nie będzie tolerował nazywania go idiotą, głupkiem, zboczeńcem, psychopatą, kretynem, cenzorem, matkojebcą itp Ale to chyba każdy rozumie, że podstawowe zasady kultury obowiązują. Autor ma dystans do siebie, ale bez przesady.
3. To nie chat i powinna tu być jakaś przejrzystość. Masz ograniczenie komentarza do 5 tysięcy znaków i proszę się w tylu wyrobić. Wyślesz dwa posty - opublikuję tylko pierwszy.
4. Autor strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, których nie jest autorem. Zdaję sobie jednak sprawę, że komentarze na stronie nie mogą łamać prawa RP, więc proszę mieć to na uwadze, że takich komentarzy publikować nie mogę.
Mile widziana jest rzeczowa, merytoryczna dyskusja i inteligentna oraz kulturalna krytyka felietonów autora. Przymilanie się autorowi merytoryczne być z kolei nie musi.