Czarny PR w sztukach walki

20 lipca 2010

Nie jestem pewien czy każdy wie co oznacza Public Relations. Chodzi tu o kształtowanie wizerunku publicznego podmiotu z jego otoczeniem. Chodzi mniej więcej o to, że jakaś osoba lub organizacja, która jest bardziej lub mniej publiczna ma jakieś relacje z ludźmi otaczającymi ją i PR te relacje definiuje.

Chciałbym tutaj zająć się sprawą PR w sztukach walki, konkretnie w marketingowym aspekcie oraz poddać dyskusji sprawę tego jaki PR jest najbardziej odpowiedni dla promocji sztuk walki.

Wyobraźmy sobie mistrza sztuk walki, który umiera tragicznie i zbyt wcześnie żeby konkretnie zdefiniować to co robił. Spuścizną działalności tego mistrza są dwa style zupełnie się wykluczające. Jeden robi dokładnie to co mistrz a drugi cały czas się rozwija jako otwarty system. Oczywistym jest, że one się nie lubią. Dochodziło nawet do procesów sądowych między nimi.
Sęk w tym, że jedna linia swój PR opiera na chwaleniu się spuścizną mistrza, chlubną historią, sukcesach wychowanków linii, profesjonalnym szkoleniu. Zdobywają swój szacunek prezentacją konkretnych umiejętności.
Druga linia zajmuje się prezentowaniem swoich zalet, podobnie jak pierwsza. Ale to co zasadniczo ją odróżnia od pierwszej to czarny PR jaki uprawia. Ponieważ ta pierwsza jest dosyć popularna, to druga linia opiera swój marketing wokół oczerniania pierwszej na zasadzie 'mistrz nie mówił byśmy robili tak czy srak, bo to my mamy rację a wy nie'. Na co słychać odpowiedź z pierwszej linii typu 'zamknij pysk, bo mistrz mówił, że robimy dobrze i mamy prawo tak robić'.

Innym przykładem jest jedna z najpopularniejszych szkół walki w Polsce zajmująca się formułą knockdown. Marketing stylu opiera się głównie na popularności jaką styl zdobył dobrych parę lat temu, na plakatach, podkreślaniu zwycięstw zawodników wywodzących się ze stylu.
Jest też drugi styl którego założyciel kreuje się na wielkiego mistrza i swój PR opiera na oczernianiu wszystkiego wokół na zasadzie 'ja jestem nie do wyjebania a reszta może mi klęknąć do miecza, bo są pyłem marnym, dewiantami i manipulantami.


Ciekawym jest fakt, że ludzie uprawiający w tym środowisku czarny PR zazwyczaj nie mogą pochwalić się kadrą zawodników, którzy mają konkretne osiągnięcia w pełnokontaktowych walkach, pomimo iż zawody tegoż są zazwyczaj otwarte.

Uważam tym samym, że sztuka walki, jakakolwiek by nie była, nie powinna opierać się na czarnym PR, oczernianiu innych. Myślę, że dobry styl walki broni się sam a najlepszą wizytówka są jego adepci. Bo sztuki walki mają trochę większy wymiar niż zwykła napierdalanka. To sport, honor, szacunek. Przypomnijmy sobie walkę Carwina z Lesnarem gdy po pierwszej rundzie uśmiechali się do siebie podając sobie dłonie, pomimo iż wcześniej deklarowali nienawiść do siebie. Czasem zdarza się tak, że pomimo braku szacunku dla swojego przeciwnika przed samą walką zyskujemy go później. Lesnar zyskał do Carwina, bo ten zdołał sprowadzić go na ziemię i obić, Carwin zyskał do Lesnara szacunek, bo ten pomimo obijania nie poddał się i był gotów walczyć dalej.
Bo tak naprawdę nie ma wśród nas Nitcheowskich nadludzi. Każdy z nas ma szanse stać się konkretnym wojownikiem wkładając odpowiednią ilość pracy w to co kocha. Owszem, jedni mają lepsze predyspozycje, inni gorsze, ale fakt faktem, każdy musi włożyć ogromny wysiłek w to co robi żeby osiągnąć sukces. Jeden mniejszy, drugi większy, ale zawsze ogromny.

Podsumowując to wszystko, czy naprawdę jest sens oczerniać swojego przeciwnika i opierać na tym promocję siebie, swojej linii? Na mnie działa najlepiej coś, co 'broni się samo'. Ale to ja, nie każdy musi mieć takie samo zdanie.
Każdy ma prawo do błędnego.

 

Przejdź do artykułu »

Dodaj komentarz

REGULAMIN KOMENTOWANIA NA OLOKK.PL

1. Przede wszystkim proszę pisać na temat felietonów i ewentualnie krytykować ich treść. Offtopic nie jest mile widziany, chyba, że umiejętnie wciągniesz w niego autora.
2. Osobiste wrzuty na autora nie są mile widziane i jako, że autor nie jest idiotą nie będzie tolerował nazywania go idiotą, głupkiem, zboczeńcem, psychopatą, kretynem, cenzorem, matkojebcą itp Ale to chyba każdy rozumie, że podstawowe zasady kultury obowiązują. Autor ma dystans do siebie, ale bez przesady.
3. To nie chat i powinna tu być jakaś przejrzystość. Masz ograniczenie komentarza do 5 tysięcy znaków i proszę się w tylu wyrobić. Wyślesz dwa posty - opublikuję tylko pierwszy.
4. Autor strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, których nie jest autorem. Zdaję sobie jednak sprawę, że komentarze na stronie nie mogą łamać prawa RP, więc proszę mieć to na uwadze, że takich komentarzy publikować nie mogę.


Mile widziana jest rzeczowa, merytoryczna dyskusja i inteligentna oraz kulturalna krytyka felietonów autora. Przymilanie się autorowi merytoryczne być z kolei nie musi.


Kod antysapmowy
Odśwież