Klasa mistrza mierzona przeciwnikami
Podstawowym atrybutem wojownika jest to, że zajmuje się on walką. My, którzy trenujemy sporty walki doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, że nie jest godne nazywanie wojownikiem kogoś, kto nie podejmuje wyzwań, nie walczy z przeciwnościami. Tutaj można rozbijać temat i dyskutować o tym, czy musi to być walka z żywym przeciwnikiem rozumianym jako drugi człowiek, czy można też spojrzeć na to od strony samodoskonalenia się.
Obecnie jednocześnie ćwiczę w dwóch sekcjach. Jedna nastawiona jest na sport, druga raczej tradycyjna. Ludzie przy tym podchodzą do treningu różnie. Dla tych pierwszych droga do doskonałości polega na polepszaniu swoich wyników a te z kolei mogą być łatwo weryfikowane w rywalizacji z innymi ludźmi. Z kolei nie każdemu zależy na startowaniu w zawodach z różnych powodów. Przede wszystkim dlatego, że wymaga to sporego zaangażowania na które nie zawsze można sobie pozwolić na pewnym etapie. Tacy ludzie szukają w sportach walki czegoś trochę innego, chociaż ich walka i droga do doskonałości wygląda podobnie jak u wyczynowych sportowców, tylko z pominięciem elementu wyczynowej rywalizacji.
O klasie wojownika, czyli człowieka zajmującego się walką, świadczy to jakie wyzwania podejmuje. Na pewno na szacunek zasługują ludzie, którzy poświęcają się by walczyć wyczynowo. Royce Gracie, który walczył przeciwko mistrzom wielu sztuk walk w UFC, Kazushi Sakuraba, który zbił wszystkich Gracie jeśli tylko odważyli się z nim walczyć, Andy Hug, który jest do dzisiaj uważany za jednego z największych zawodników K-1. Im silniejsi są Twoi przeciwnicy, tym większy podziw i szacunek wzbudzasz.
Na pewno na szacunek zasługują ludzie, którzy walczą pomimo przeciwności, braku warunków. Warto tu wspomnieć Baxtera Humby, który pomimo kalectwa, braku jednej ręki, jest w stanie walczyć na zawodowych ringach Muay Thai. Dustin Carter, zapaśnik, który urodził się bez wykształconych kończyn a pomimo tego zaliczył nawet start w MMA. Nie mają oni szans mierzyć się co prawda z pełnoprawnymi mistrzami, ale nikt im nie odmówi klasy i charakteru.
Co świadczy o braku klasy i charakteru? Ile razy zdarzało się, że ktoś walki nie podejmował i unikał jej za wszelką cenę? Ile razy zdarzało się, że ktoś promował swoją osobę na słabych zawodnikach, bądź, co gorsza, żadna z jego wielkich walk nie jest potwierdzona? Ciekawym zjawiskiem są tu różni wielcy grandmasterzy, którzy nie dementują plotek rozsiewanych przez ich fanów. Jak plotka się rodzi wie każdy. Ze zdania, że mistrz ma mocne uderzenie wysnuć można, że tym uderzeniem mógłby nokałtować, więc na pewno wygrałby w walce, więc na pewno niejednokrotnie walczył, co znaczy, że skoro ma supermocne uderzenie to pewnym jest, że mógł walczyć nawet z kilkoma naraz i wygrywać! Mistrz słysząc to nie musi nawet dementować tych plotek a legenda rodzi się sama. Co ciekawsze to nie mistrz chwali się swoimi osiągnięciami tylko ludzie wokół, co większa jego wiarygodność. W ten sposób ktoś, kto nie walczył może stać się w oczach swoich fanów fantastycznym fighterem.
Jest też sprawa szacunku do swego przeciwnika. Ile jest wart silny, godny przeciwnik a ile jest wart taki przed którym nie czujemy żadnego respektu? Nieraz spotyka się, szczególnie u samozwańczych grandmasterów, pewne dziwne zachowanie. Oni sami o sobie wypowiadają się w specyficzny sposób, stawiając się dużo wyżej niż osoby z ich otoczenia. Najbliższe i najwierniejsze oczywiście też jest oceniane wysoko, chociaż zawsze krok niżej a już na pewno nie ma równości. Niemniej jednak otoczenie mistrza także reprezentuje wybitnie wysoki poziom. Nie ma też nikogo w jakimkolwiek sensie lepszego od grandmastera, ponieważ ten osiągnął wszystko co było do osiągnięcia. Ciekawym jest to co spotyka ludzi, którzy w jakikolwiek sposób są w opozycji do wspomnianego wielkiego mistrza. Okazuje się bowiem, że ci wszyscy ludzie nie osiągnęli ani w kawałku tego co mistrz, są totalnym zerem jeśli chodzi o poziom intelektualny jak i pozycję społeczną a w sztukach walki, na to każdy w środowisku jest czuły, nie reprezentują zupełnie nic. W związku z tym zmiażdżenie ich jest dla grandmastera jak pstryknięcie palcem i żeby sprawiedliwości stała się zadość nie omieszka on tego uczynić. Co ciekawe tak się dzieje z wszystkimi, którzy są w opozycji wobec niego, łącznie z tymi, którzy byli tylko klasę niżej. Ci zostają zdegradowani do podludzi i już nie reprezentują tak wysokiego poziomu jak przed uznaniem przez mistrza za przeciwnych jemu.
Nasuwa się pytanie, czy to, że mistrz zajmuje się malutkimi nic nie wartymi szkodnikami świadczy o jego wielkiej klasie czy czymś zupełnie odwrotnym? Czy satysfakcję dla takiego człowieka przynosi pokonanie silnego i wybitnego przeciwnika, czy też zmiażdżenie nic nie wartego robaka? Czy może prawdziwy mistrz zajmuje się bzdurami i nic nie znaczącymi ludźmi czy olewa ich jako takich, którzy nie są warci uwagi a swój wysiłek poświęca na polepszenie swojej reputacji i umocnienie swojej pozycji w środowisku?
Ja osobiście myślę, że prawdziwe mistrzostwo polega na wielkich rzeczach a nie zajmowaniu się pierdołami...




1. Przede wszystkim proszę pisać na temat felietonów i ewentualnie krytykować ich treść. Offtopic nie jest mile widziany, chyba, że umiejętnie wciągniesz w niego autora.
2. Osobiste wrzuty na autora nie są mile widziane i jako, że autor nie jest idiotą nie będzie tolerował nazywania go idiotą, głupkiem, zboczeńcem, psychopatą, kretynem, cenzorem, matkojebcą itp Ale to chyba każdy rozumie, że podstawowe zasady kultury obowiązują. Autor ma dystans do siebie, ale bez przesady.
3. To nie chat i powinna tu być jakaś przejrzystość. Masz ograniczenie komentarza do 5 tysięcy znaków i proszę się w tylu wyrobić. Wyślesz dwa posty - opublikuję tylko pierwszy.
4. Autor strony nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, których nie jest autorem. Zdaję sobie jednak sprawę, że komentarze na stronie nie mogą łamać prawa RP, więc proszę mieć to na uwadze, że takich komentarzy publikować nie mogę.
Mile widziana jest rzeczowa, merytoryczna dyskusja i inteligentna oraz kulturalna krytyka felietonów autora. Przymilanie się autorowi merytoryczne być z kolei nie musi.