A jak słaba jest twoja wiara?

26 kwietnia 2012

Kiedy piszę te słowa z głośników leci mi jakiś stary set Franka Sinatry. Ta przyjemna renesansowa muzyka zawsze napawa mnie pozytywnymi emocjami, a moje nogi same mają ochotę rwać się do tańca w deszczu z parasolem. Uważam, że fajnie by było, gdybym mógł i innych zarażać tymi fajnymi uczuciami, stąd jak się najebię ze znajomymi, to czasem puszczam ich trochę swoich ulubionych płyt. Lubię na przykład muzykę metalową. Bardzo. Mało co mnie tak pozytywnie nastawia jak na przykład nowa płyta Threat Signal, czy Black Album Metallici. Lecz tak, jak fajnie się tego słuchało z bliskimi znajomymi siedzącymi w tym klimacie po czwartym piwie, tak nie wyobrażam sobie iść do warzywniaka, zapuścić ten muzyczny rozpierdol i kazać sobie przybić piątkę. Owszem, jest szansa, że Krysia z obwodem ramienia jak moje udo zacznie headbangować do tej przepięknej muzyki, ale jest to szansa mała niczym penis Natanka. Bardziej prawdopodobne, że ją to zwyczajnie wkurwi, tak jak mnie wkurwiają małolaty ze swoim Bednarkiem pierdolącym, że jego muzykę lubi każdy. A gówno, bo nie każdy zaczyna dzień od skręta.

Podobnie jak nie każdy zaczyna dnia od odpalenia portalu Frondy, którą ma ustawioną na ekranie startowym. Ja nie mam, chociaż często czytam katolickie newsy. Dla jaj głównie. Ostatnim zabawnym newsem będzie ten dotyczący marszu odbywającego się 14 kwietnia. Dzień po moich urodzinach, w sobotę, miał miejsce w Rzeszowie marsz "Stop laicyzacji". O co chodzi i po co to jest? Organizatorem jest senator PiS, Kazimierz Jaworski z Rzeszowa.Wiemy, gdzie jest Rzeszów? Najbogatszy i najlepiej wykształcony rejon Polski to nie jest, więc oczywiste, że pozycja PiS ma się tam dobrze. W każdym razie, za sprawą senatora i kilku bojówek katolickich zorganizowano marsz, którego "celem jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na narastającą falę dyskryminacji i ataków wobec Kościoła i kapłanów".

Przejdź do artykułu »


Kościelne dewiacje

21 kwietnia 2012

Czy tylko dla mnie słowo "katolicyzm" ma zabarwienie pejoratywne? Z tego co się orientuję, to nie i wcale mnie to nie dziwi. Każdy bowiem news z życia kościoła katolickiego nadaje się do soczystego hejtu. Prawie każdy. Nawet ten o księdzu, który pomagał ludziom wyjść z nałogu. Bo czy jest to dobre wyciągnąć człowieka z jednego bagna ładując go w drugie? Nie sądzę.

Z czym kojarzy mi się instytucja księdza? Szczerze, to nie znam żadnego, który dawałby dobry przykład niczym pastorzy w amerykańskich westernach. To znaczy znałem jednego. Prowadził spotkania anonimowych alkoholików, gdzie poznał kobietę i skończył z byciem księdzem. Nie dziwi mnie to, bo był po prostu fajnym gościem, a każdy fajny gość przekłada smak cipki nad fujarkę ministranta. Ostatnio mam do czynienia z księżmi trochę więcej niż bym chciał (dlaczego, to mam nadzieję napisać niebawem) i dochodzę do wniosku, że wszelkie żarty o nich nie są przesadzone. Nie wiem jak kiedyś mogłem patrzyć na tych ludzi jak na  jakiś autorytet. Z czasem jednak człowiek dorasta i czuje, że ich autorytarna postawa jest strasznie wymuszona. Są przyzwyczajeni do tego, że ciemny motłoch patrzy na nich jak na prawdziwy łącznik między nimi, a bogiem. Jako na istotę wyższą niż przeciętny człowiek, wyższą, bo od boga namaszczoną. Demigod. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ów boga zwyczajnie nie ma. Wychodząc z tego założenia zaczynamy dostrzegać, że coś jest nie tak.

Przejdź do artykułu »


Konserwa z Madzi

08 kwietnia 2012

Jest parę popularnych tematów, o których się jeszcze nie wypowiadałem, a prowadząc jakiś tam opiniotwórczy blog z jakąś tam ilością czytelników wypada. Ostatnio wyraziłem swoją opinię o Smoleńsku, dzisiaj będzie o kolejnej medialnej żenadzie, czyli o Madzi z Sosnowca. Krótko, bo na większą uwagę temat nie zasługuje a mi się śpieszy, bo muszę na wieczór włosy zrobić, paznokcie spiłować, wysrać się i takie tam takie.

W skrócie. Najpierw na Facebooku co drugi wrażliwiec udostępniał apel Katarzyny W (tak bezpieczniej, bo na zmianę jest oskarżana i publiczna, a mnie się nie będzie chciało edytować tego tekstu potem) o to, by pomóc jej w odnalezieniu porwanego dziecka. Nie tyle to zlałem a nawet komuś tam mówiłem, że w dupie mam te facebookowe akcje, bo to zazwyczaj ściema. Potem dopiero dowiedziałem się, że to ogłoszenie było na serio, bo i telewizja się tym interesuje i nawet Pan Rutkowski, z imienia Detektyw. Po jakimś czasie dociera do mnie techno hit z Youtube 'Hyc na podłogę', po czym się dowiaduję, że Rutkowski wyciągnął z matki, iż dziecko porwane nie zostało a po prostu matce spadło i umarło. Myślałem, że "Hyc na podłogę dziecko kurwa bęc" to cytat z Rutkowskiego, ale nie znalazłem potwierdzenia.

I jak dla mnie sprawa była zamknięta. Matkę za kraty za fałszywe zeznania i postawienie połowy polskiej policji na nogi, ewentualne krótka sekcja dziecka i koniec pieśni. Tak jak zawsze w takich wypadkach. Jednak (z imienia) Detektyw (z nazwiska) Rutkowski miał inny plan.

Przejdź do artykułu »


Problemy dorosłych

04 kwietnia 2012

Jest parę rodzajów blogów. Są te pisane dobrze i mainstreamowo i są te pisane chujowo, które czytają głównie umysłowi onaniści. Są również kiepskie mainstreamowe blogi oraz chujowe, których nikt nie czyta. Ja na przykład wychodzę z założenia, że dobry blog jest jak dobry nauczyciel - tuman go zrozumie a i mądremu nie zaniży poziomu. Że należy prosto i zwięźle przedstawiać konkretne myśli w sposób nieskomplikowany i bezpośredni. Dobrze też, jeśli są podane z humorem.

Nie czytam często Racjonalisty, a jeśli już czytam, to mało kiedy dla samej przyjemności czytania. Zawsze szukałem tam czegoś konkretnego, bo jeśli chodzi o konkretne treści, jest to bardzo wartościowy portal. Tworzą go jednak w dużej części ludzie zdający się pisać sami dla siebie i przyjaciół. Tu przyjaciół niekoniecznie ich czytających.
- Ej, stary, czytałeś ten artykuł co na Racjonalistę posłałem miesiąc temu? Podesłałem ci, ale nie skomentowałeś go jeszcze.
- Ej, tak, zajebisty był, tak.
- Tak? A coś więcej? Co cię w nim najbardziej zaintrygowało?
- Ee, no tego, masz pożyczyć stówę?

Tu chodzi o treść, nie o to, czy ktoś to czyta.

 

Przejdź do artykułu »


Smoleńsk. Znowu.

29 marca 2012

Wczorajszego wieczoru jeden z moich nowych wiernych fanów w komentarzach do moich  felietonów zarzucił mi, że za mało piszę o polityce i o PiSs w ogóle. Bo to taka fajna partia jest o której warto pisać. Ostatnio na przykład widziałem wypowiedź Jarka traktującą o tym, że źle się dzieje, bo cisną po kościele. Jak to dobrze, że Jarek, Ostatni Sprawiedliwy, stoi na straży porządku w tym biednym, małym kraju i pilnuje, by nasza mała, biedna Polska się od teokratycznego ideału nie oddalała. Oczywiście wszystko to w klimacie pocisku w stronę PO, bo przecież na tym się polityka PiSs opiera.

Skoro jesteśmy na newsach, warto wspomnieć o córce Lecha zwanego Zimnym, Marcie Kaczyńskiej znanej z tego, że jej rodzice nie żyją, ma męża, wujka bez konta bankowego i jest artystką fotografem. Nie wiem, czy jest posłanką PiSsu, ale widocznie jest według nich na tyle kompetentna, by wypowiadać się w Parlamencie Europejskim w ich imieniu. A o czym PiSs gadałby w parlamencie jak nie o Smoleńsku albo o tym, że się ze wszystkim nie zgadzają, bo wszystko żydy i zmutowane jaszczury.


A o co chodzi i skąd to całe zamieszanie? Ano stąd, że według Marty Kaczyńskiej oficjalna wersja jakoby samolot rozwalił się z powodu błędu pilota, jest wersją nieprawdziwą. Nieprawdziwą, bo:
a) Leszek by przecież nie naciskał na pilota, by ten lądował, bo był spokojnym i rozsądnym człowiekiem
b) w pobliżu nie było brzóz a samolot nie miał nawet skrzydeł, więc gdyby były te brzozy, to by skrzydła nie zahaczyły
c) piloci mają formalny zakaz rozbijania samolotów, więc w ich interesie leży przeżyć każdy lot pod groźbą nagany
d) kadencja jej ojca zaliczyła tyle failów, że bez przesady kończyć ją kolejnym

Przejdź do artykułu »


Strona 1 z 8